|
|
Wena
twórcza
Nie jestem pewien czy wszyscy wiedzą,
że wena twórcza to dziwka. Przychodzi kiedy chce, i od razu, na wejście,
od progu, żąda by ją wykorzystać. Trza to zrobić szybko, bezpardonowo
i natychmiast. Bo nawet się nie spostrzegniesz i już macha do Ciebie w
odjeżdżającym naprzeciwko tramwaju.
Bluźnię, pisząc, że wena twórcza jest dziwką? A mam mówić (pisać),
że jest wielką Panią? Która wchodząc na salony wywołuje achy i ochy.
Że korki same wyskakują ze schłodzonych butelek? Że ma maniery damy z
XVI-wieku? To wszystko nie prawda. A ja nie mam zamiaru kłamać. Od wieków
wykorzystuję biednych twórców. Doprowadza ich do chorób psychicznych.
Zamyka w ciasnych i ciemnych pomieszczeniach. Nakłada kajdany
niewolnictwa i posłuszeństwa. Od niej artyści uzależniają się jak od
narkotyku, którego nie można kupić. Dziwka. Stwarza kolejne Penelopy.
Szantażystka. Raz po raz grozi zerwaniem, odejściem, przystawia do
skroni biednego artysty to pędzel, to pióro, to pistolet, to tusz, to
gumkę. Nie rozumiem więc dlaczego mówią na nią wena. Winno nazywać
się ją wabikiem. I już w przedszkolu program nauczania powinien być
wzbogacony o lekcję ujarzmiania weny twórczej.
Ileż to byśmy uniknęli samobójstw, załamań nerwowych, ograniczeń
swobody pacjentów szałowych. Ileż cierpień uniknąłbym ja sam. Czy
inni znani mi ludzie tworzący. Ileż...
zapomniałem o czym miałem napisać.
dalej
|